poniedziałek, 6 maja 2013

Somewhere around nothing

Dzisiaj troszkę inaczej. Nie mam zamiaru pisać o książkach, bo choć udało mi się w ciągu tego długiego weekendu przeczytać dwie i zgodnie ze zwyczajem jaki sobie narzuciłam powinnam choć krótko o nich napisać, to jakoś nie mam takiej potrzeby.
Z resztą, co tu pisać o Poradniku pozytywnego myślenia Matthew Quick'a skoro wszyscy już wystawiali mu porządne recenzje. Ze swojej strony mogę tylko dodać, że dalej nie lubię footballu amerykańskiego, ale nie było go tam aż tak strasznie dużo i, że książka była bardzo dobra. W przeciwieństwie do filmu, który w zderzeniu z oryginałem wydał mi się troszkę cukierkowy.
Natomiast Przypomnimy to panu hurtowo Philipa K.Dicka to zbiór tak przeróżnych opowiadań, że trzeba by się wypowiadać osobno na temat każdego z nich. Jedne są gorsze drugie lepsze, do tego poruszają różne tematy, chociaż w niektórych punktem wspólnym jest świat, w którym się rozgrywają.
Teraz aktualnie czytam Krzyk pod wodą i pewnie to będzie najbliższa recenzja jaką napiszę, gdy tylko uda mi się odgrzebać spod zaległej roboty.
Dzisiaj za to w ramach krótkiej przerwy technicznej w pisaniu pracy kompiluje sobie playlistę do rolek. Wreszcie zrobiła się pogoda i jakoś względnie udało mi się wyleczyć przeziębienie, które dopadło mnie jakieś dwa tygodnie temu i trzymało prawie do samej majówki, więc mogę z czystym sumieniem wyciągnąć rolki i trochę pojeździć. A, że zazwyczaj jeżdżę sama i staram się to robić w miarę szybko to potrzebuję czegoś co nada rytm i pozwoli troszkę odpłynąć myślami.
Ostatnio okurzyłam kilka starych płyt, zgrałam je sobie na odtwarzacz i tak postanowiłam sobie zrobić godzinną listę, której słucham jeżdżąc na rolkach.
Przyznaję się, że mnie samą czasem bawi jak z pomiędzy Kamelotu, Inis Mony Eluveitie, czy Apocalyptici nagle wyskakują Scorpionsi, Dire Straits albo The Darkness. Zobaczymy jak to się będzie sprawdzać, ale mam nadzieję, że pomimo mojego braku umiejętności hamowania (chyba już tej sztuki  nie opanuję, więc zazwyczaj łapię się najbliższej wystającej barierki, czy drzewa albo po prostu czekam aż tarcie zrobi swoje) nie będę za często spotykać się bliżej z asfaltem.
Nie wiem, czy pamiętacie jak w lutym pisałam o dramacie związanym z lampką nocną. No cóż... niestety z naprawiania nic nie wyszło i lampa powiedziała już ostatecznie dość. Teraz czeka mnie szukanie nowej, która choć trochę będzie przypominać mojego staruszka. Na szczęście rodzina przyzwyczaiła się, że światło u mnie w pokoju świeci się dłużej niż zazwyczaj, więc na razie nie ma źle.
Na dzisiaj tyle, a na rozpoczęcie sezonu rolkowego (lub innego sportu jeśli ktoś uprawia) Somewhere around nothig i Apocalyptica.


2 komentarze:

  1. Dynamiczne miksy są całkiem fajne. Nikt nie mówił, że każdy zespół musi do siebie pasować. Zazdroszczę rolek. Ja zdążyłam otworzyć sezon na siłownię na wolnym powietrzu, ale byłam tam raptem trzy razy i mnie choroba zmogła. Może w czerwcu tam wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choróbska to najgorsza możliwa rzecz na wiosnę. Wracaj, wracaj bo to najlepsza rzecz pod słońcem ^^

      Usuń