czwartek, 25 kwietnia 2013

Nic tylko... Popiół i kurz

Lubię dobrą fantastykę, a że na dobrą zagraniczną jakoś nie dane mi było jeszcze się natknąć. No, wyjątkiem jest niemal wszystko, co napisał J.R.R. Tolkien, ale to jest klasa sama w sobie i jeszcze nikomu się nie udało mu dorównać. Martin był na najlepszej drodze, ale coś mu idzie chyba coraz gorzej.
Wracając jednak do tematu. Kocham polską fantastykę i chyba wiele osób przyzna mi rację, że jest najlepsza. Wychowałam się na Wiedźminie, z wypiekami na twarzy pochłaniałam kolejne strony Sługi Bożego Jacka Piekary albo tarzałam się ze śmiechu czytając o co raz bardziej absurdalnych wyczynach Jakuba Wędrowycza. Wymieniać mogę długo i choć ostatnio na moim biurku leży co raz więcej kryminałów, to do fantastyki wracam chętnie. Z resztą, co tu dużo mówić 3/4 mojej skromnej kolekcji to właśnie fantastyka. Po za tym zaczynam już tęsknić za dobrą fantastyką i chyba stąd ta dzisiejsza notka.
Jedną z tych książek upchniętych na półce na słowo honoru jest Popiół i kurz. Jest to w zasadzie jedyna niezależna książka Jarosława Grzędowicza. Chodzi mi o to, że Pan Lodowego Ogrodu jakby na to nie patrzeć jest cyklem, a Księga jesiennych demonów i Wypychacz zwierząt to zbiory opowiadań. Po za tym licznie pojawia się w różnych antologiach np. Małdobry, Tempus fugit, czy Demony (oczywiście jak to zwykle bywa wszystko wydane pod egidą Fabryki Słów).
Popiół i kurz. Opowieści ze świata pomiędzy bo tak dokładnie brzmi tytuł tej książki to historia dość nietypowego człowieka, który dla otaczających go ludzi wydaje się kimś zupełnie przeciętnym lub lekko szurniętym wujkiem, do tego wszystkiego jest profesorem etnologii. Jednak ten człowiek, którego otoczenie uważa za dziwaka sam stara się te opinię podtrzymać ze względu na pewną dziwną umiejętność.
Potrafi się przenosić do przerażającego miejsca, które nie jest ani piekłem, ani niebem. To świat Pomiędzy, po którym błąkają się zagubione dusze czekające aż ktoś je przeprowadzi. Tym właśnie zajmuje się nasz bohater. Jak grecki Charon za przysłowiowego obola przeprowadza tych nieszczęśników "na drugą stronę". Jako jeden z niewielu może mniej lub bardziej swobodnie odwiedzać świat Pomiędzy.
Wszystko zaczyna się komplikować, gdy w jednym z sennych koszmarów widzi swojego przyjaciela wiszącego na krzyżu i owiniętego przez jakieś cierniste pnącze, a potem budzi go dziwny telefon. W ten sposób zostaje wciągnięty w tajemniczą rozgrywkę pewnego tajemniczego zakonu. Szukając będzie trafiał na co raz więcej znaków zapytania, co raz więcej niebezpieczeństw i poniekąd przeżyje własną śmierć.
Grzędowicz sprytnie przeplata w tej opowieści różne mitologie i motywy historyczne, na podstawie, których buduje dość mroczną atmosferę, której można by się spodziewać w świetnym horrorze. Oprócz doskonale skonstruowanego tła Grzędowicz świetnie prowadzi całą akcje powieści składającą się w zasadzie dwóch równolegle prowadzonych wątków, które stykają się w wielu miejscach prowokując kolejne co raz bardziej szalone wydarzenia. Do tego wszystkiego pojawiające się postacie, nawet te epizodyczne są bardzo prawdziwe. Chociażby sam główny bohater, który wydaje się zmęczony wszystkim i wszystkimi, ale jednak potrafi to zaakceptować i czasem z właściwym sobie tumiwisizmem ironizować na pewne tematy. Z drugiej strony zaś potrafi się piekielnie zaangażować w niektóre sprawy.
Nawet dziwaczne i straszne stwory, które przemierzają świat Pomiędzy mogą wydawać się bardzo prawdziwe.
W całej książce jest niewiele dialogów, cały świat poznajemy oczami głównego bohatera i przez pryzmat wydarzeń w jakie zostaje wplątany. Narracja jest prowadzona w prosty i przejrzysty sposób dzięki czemu człowiek nie odnosi wrażenia, że coś go przytłacza. Autor również w odpowiedni sposób dawkuje nam napięcie. Czasem wzrasta stopniowo, by za chwilę po krótkiej chwili spokoju znów gnać na złamanie karku. Jedyne, co może być zarzutem to, że kiedy nasz bohater wdaje się w bójki to czasem są zbyt efektowne, ale z drugiej zaś strony wpisują się w klimat powieści.
W książce też jest Prolog, o którym wspominam na końcu, bo Obol dla Lilith nie został napisany specjalnie na potrzeby tej książki. Po raz pierwszy pojawia się w fabrycznej antologii Demony, ale jest też bardzo dobrym wprowadzeniem do historii naszego bezimiennego bohatera.
Warto też kilka słów wspomnieć o tym jak książka jest wydana. Fabryka Słów opatrzyła książkę w charakterystyczną dla siebie okładkę z błyszczącymi elementami, ale nie zachęca ona do sięgnięcia po nią (przynajmniej wyd. I i II) i średnio oddaje jej klimat. Nieco inaczej jest z wydaniem III, tam okładka chyba najbardziej wpisuje się w klimat Popiołu i kurzu. Oczywiście kolejna rzecz charakterystyczna dla Fabryki to rysunki wewnątrz książki, które wykonał Dominik Broniek.Doskonale obrazują to co się dzieje i pasują do nastroju zbudowanego przez Jarosława Grzędowicza.
No i jeszcze jedna rzecz bez której nie byłabym sobą. Główny bohater w świecie Pomiędzy przemieszcza się na mojej odwiecznej miłości motoryzacyjnej czyli BMW R 71, którą tam pieszczotliwie nazywa Marlene.
Książkę bardzo gorąco polecam zarówno miłośnikom fantastyki, kryminału i horroru, bo Grzędowicz doskonale połączył ze sobą te gatunki. Czyta się szybko, ja osobiście pochłonęłam ją za jedną noc i zachęcam do czytania jej w nocy. Bo w tedy wszystko wydaje się jeszcze bardziej nieprawdopodobne i realne zarazem.


Źródła ilustracji:
www.goodkarmaproductions.com

1 komentarz:

  1. Ja też polecam! Miałam dużo przyjemności z tej książki. :D

    OdpowiedzUsuń