czwartek, 8 maja 2014

Teoria wszystkiego

Znów odwlekam pisanie o przeczytanych książkach, ale muszę o tym napisać bo w końcu wyjdę z siebie i stanę obok albo moja pęknięta mp4 powie dość ogłaszając strajk protestacyjny. A cała awantura dotyczy pewnego Holendra z psem, który wygląda wypisz wymaluj jak jego właściciel. Ten człowiek to Arjen Lucassen, który jest mózgiem projektu o nazwie Ayreon.
Ciężko powiedzieć jaką naprawdę muzykę gra, a w zasadzie grają muzycy zgromadzeni przez Lucassena. Definicji jest tyle ilu jest słuchających, ale do tych najczęściej powtarzanych klasyfikacji należą metal progresywny, metal symfoniczny oraz folk metal. Dla mnie osobiście jest to mieszanka rock opery ze space operą, bo od science fiction w klimacie nieco Star Trek'owskim przeplecionych folkowym brzmieniem uciec nie można. Dla mnie bajka!
Na płytach tego muzyka mam wszystko, co lubię. Od cięższych brzmień, po folk i elementy kosmiczne wyrwane ze ścieżek dźwiękowych filmów sci-fi (tych klasycznych ;), do tego genialnie dobrani wokaliści perfekcyjnie odgrywający swoje role w scenariuszu napisanym przez Lucassena. Dodatkowym atutem krążków są genialne okładki z cudownymi surrealistycznymi grafikami Jeff'a Bertelsa. Wypadało by jednak przestać rozpływać się nad Ayreonem jako takim, choć mogłabym tak godzinami jak z resztą o Kamelocie, Seventh Wonder i Tolkienie.
Tym razem z uporem maniaka i jakby to powiedziała mama "godnym lepszej sprawy" katuję otoczenie z moją nieszczęsną ledwie zipiącą mp4 na czele ostatnim albumem Ayreona, czyli "The Theory of Everything".
Jest to historia nieco inna od tego, co do tej pory można było usłyszeć na poprzednich wydawnictwach. Nie ma tu tyle sci-fi, czy przeplatających się różnych czasów i świadomości. Jest za to historia pewnego chłopca, który odnajduje się w zasadzie tylko i wyłącznie w świecie liczb. Ma nawet na tyle umiejętności by przy odpowiednim wsparciu odkryć Teorię Wszystkiego, teorię, która jednym równaniem byłaby w stanie opisać wszystkie prawa rządzące tym światem. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy pozostali bohaterowie chcę go kreować według siebie.
Klimat i historia według mnie są zbliżone do miksu filmów "Piękny umysł" oraz "Rain Man", a wszystko to podlane genialną muzyką.
Na początku może ona przytłaczać ilością motywów, instrumentów oraz brakiem powtarzających się fraz, czy refrenów. Jednak po pierwszym przesłuchaniu chce się jeszcze! Bo jest to połączanie strasznie intrygujące i wymagające spokojnego wsłuchania nie tylko w słowa, żeby zrozumieć opowieść, ale też dać się ponieść muzyce gdzieś daleko. Dać ponieść, gdzieś do tej latarni, która pojawia się na okładce.
Oprócz perfekcyjnej strony instrumentalnej Lucassenowi udało się zebrać całkiem ciekawy zespół wokalny. Dla mnie najważniejsza jest następująca trójka: Tommy Karevik (Kamelot/Seventh Wonder), Marco Hietala (Nightwish/Tarot) i Cristina Scabbia (Lacuna Coil). Wszystkich tych wokalistów znam z zupełnie różnych stylów, które prezentują na co dzień i o ile Karevika byłam sobie wstanie wyobrazić w tego typu albumie to całej reszty już nie za bardzo. Jednak razem z pozostałymi wokalistami wykonali kawał niezłej roboty.
Jednym słowem zakochałam się w tym albumie i brakuje mi tylko możliwości puszczenia go sobie gdzieś głośno na porządnych głośnikach. Album wielki i nie banalny wobec, którego nie można przejść obojętnie, a jak już raz się wsiąknie w ten świat, to chce się jeszcze i jeszcze...
Rzecz, o której może jeszcze warto wspomnieć to bogaty Making Off, który został do "The Theory of Everything". Są wywiady z wokalistami, muzykami i dodatkowo wszystko jest opatrzone komentarzem Arjena. Dla maniaków mojego pokroju naprawdę trafiony dodatek :)
Jeśli więc ktoś chce wybrać się na wycieczkę, którą proponuje Arjen Lucassen i spółka to zapraszam do słuchania.



P.S.
Arjen Lucassen ma u mnie dodatkowego plusa za psa i choć przyznam się szczerze, że nie cierpię grzywaczy chińskich to Hoshi jest słodka :)



Źródła ilustracji:
http://www.vandohalen.com.br/wp-content/uploads/2014/01/ayreon.png
http://4.bp.blogspot.com/-9sLtNpzonsQ/Ul9Tu6JzPwI/AAAAAAAACSQ/7BGEX_xoTE4/s1600/ayreon+the+theory+of+everything+metalharem.jpg

4 komentarze:

  1. Nie dość że nie przepadam za małymi psami (a ostatnio za dużymi tym bardziej), to jeszcze ten pan wygląda jakby zatrzymał mu się na głowie mop. Odpalam YT i zbieram szczękę z podłogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z psami bywa różnie. Ten jest z wyglądu podobny do właściciela :P
      Szczęka bo pies, czy szczęka bo Ayreon?

      Usuń
    2. Zdecydowanie bo Ayreon. Ile głosu się w tym człeku mieści...

      Usuń
    3. No zebrał całkiem niezłą ekipę, a żeby wymyślić i skomponować taką muzykę trzeba mieć łebek na karku. uwielbiam :D

      Usuń