niedziela, 11 stycznia 2015

Achaja, czyli największy koszmar roku 2014

Nigdy z twórczością Ziemiańskiego nie było mi po drodze. "Breslau forever" zaczęłam i po kilku stronach wrócił do biblioteki, a jeśli już coś jakimś cudem zaplątało się na półce to najczęściej wracało nieprzeczytane. Koło "Achai" krążyłam bardzo długo zanim zdecydowałam się po nią sięgnąć i teraz już wiem, że podświadomie unikałam czytelniczej katastrofy. Książka ta rozczarowywała mnie niemal na każdej stronie i doprowadzała do skrajnej nerwicy, ale żeby móc z czystym sercem powiedzieć, że to największy z moich czytelniczych koszmarów ubiegłego roku musiałam ją doczytać do końca. Nie potrafię też zrozumieć nominacji do Zajdla, bo jedyne co mi się w niej podobało to niezawodne ilustracje Piotra Cieślińskiego.
O czym jest "Achaja"? To w zasadzie trój wątkowa powieść, w której główne skrzypce tytułowa Achaja. Córka jednego z Wielkich Książąt królestwa Troy będąca bystrą i dobrze wykształconą dziewczyną znienawidzoną przez młodszą od siebie macochę. Na skutek dworskich intryg i ewidentnej opieszałości umysłowej ojca zostaje wcielona do wojska, z którego trafia w niewolę, by następnie stać się wojownikiem i z tej niewoli uciec.
Kolejnym wątkiem jest opowieść o Zaanie. Świątynnym skrybie, który dojrzał swoją szansę w pewnym młodzieńcu, który uciekł z galer i był przy tym podobny do zaginionego syna jednego z Wielkich Książąt Troy. Ten niezbyt rozgarnięty chłopak daje się prowadzić Zaanowi, który okazuje się, że nagle ma gigantyczne zamiary wmieszania się w wielką politykę i o dziwo sprawnie sobie z nią radzi. Mimo iż wcześniej nie potrafił wybić się ponad posadę skryby.
No i wreszcie trzeci wątek, który z początku wydawał mi się najbardziej obiecujący, czyli losy czarownika Mereditha, który wplątał się w sprawy bogów i na ich polecenie wypowiada wojnę swojemu zakonowi. No może nie jest to dosłowna wojna, bo mężczyzna rozumem chyba nie grzeszy, chociaż na początku wydawał się najbardziej rozgarniętą z postaci stworzonych przez Ziemiańskiego.
Książka jest koszmarna pod każdym względem! Bohaterowie są idealnie nijacy, pełno jest błędów rzeczowych i merytorycznych. Zdarzało mi się odnosić wrażenie, że sam autor nie był do końca pewien, co i w jaki sposób napisać, wiec wrzucał wszystko jak leci, bez jakiegokolwiek zastanowienia. Kobiety są traktowane z niespotykaną wręcz przedmiotowością, a do tego wszystko, co z nimi ma związek przypomina kiepski film prono przepleciony z niewybrednymi fantazjami autora. A do tego dochodzi brak jakiegokolwiek researchu i koszmarne błędy rzeczowe. No błagam, jak można twierdzić, że mrówka nie oddycha, bo nie ma płuc?! No przecież zmieniający się w nią mag by się udusił, a przecież chwilę wcześniej zamieniając się w orła omal nie umarł, gdyż został mu normalny ludzki mózg. No to ja chyba czegoś nie rozumiem? Chwilę później przecież Meredith zamienia się w wirusa, a ten z biologicznego punktu widzenia nie jest ani żywy, ani martwy.
Jednak same błędy w rozumieniu biologii nie świadczą o idiotyzmie książki (chociaż w moich oczach to jest duża żółta kartka). Nie wiem skąd Ziemiański wziął tych bohaterów, ale tytułowa Achaja, która miała byś bystrą i śliczną dziewczyną nagle okazuje się pozbawioną jakiegokolwiek charakteru i rozumu laleczką, którą bez trudu wszyscy żonglują. Sirius jest niewiele lepszy. Głąb jakich mało, co już na samym początku zauważył Zaan, ale mimo to ambitny plan niegdysiejszego świątynnego skryby działa, bo całe otoczenie wyraźnie ignoruje brak jakichkolwiek procesów myślowych w głowie podstawionego księcia. Gdyby Ziemiański trzymał się w tym momencie swoich początkowych założeń to plan powinien sypnąć się w początkowym etapie, a dwaj podsądni powinni zgnić w lochach. 
Język jakim napisano "Achaję" ciężko traktować poważnie, gdyż trąci grafomaństwem jakich mało. Dialogi toporne poprzerywane niepotrzebnymi, ogromnie rozbudowanymi opisami, co sprawia, że trzeba się wracać, by przypomnieć sobie co głupiego powiedział Sirius albo jakim popisem inteligencji błysnęła Achaja. Sceny akcji, bo walkami nazwać tego nie można są często wręcz idiotyczne, a całe to gadanie o szermierzu natchnionym wychodziło mi wręcz bokiem. Cały czas miało się ochotę za Kmicicem powiedzieć "Kończ waść, wstydu oszczędź!".
Po za tym książka momentami (bardzo licznymi) przypomina kiepskie porno albo niewybredne fantazje seksualne na temat kobiet, które zostały przez autora sprowadzone w zasadzie do funkcji seksualnych niewolnic. I albo są kochankami idealnymi albo tak fatalnymi, że mężowie wolą wszczynać wojny by móc korzystać z usług dziwek. Gdy zaś czytałam opis jak to torturowano Achaję żeby wymóc na jej ojcu coś tam. Już nawet nie pamiętam, co chcieli uzyskać, ale doskonale pamiętam jak wyglądały tortury. Potem zastanawiałam się po jakiego grzyba torturowano ją tak by nie zostały ślady, a za chwilę wysłano ją jako niewolnicę na pustynię.
Autor chyba sam nie do końca wiedział jak zbudować swoją historię i bezkrytycznie wrzucał do niej wszystko i tworząc bohaterów o wątpliwym intelekcie. Nie polecam i ostrzegam. Tak kiepskiego fantasy jeszcze nigdy w rękach nie miałam.

6 komentarzy:

  1. No proszę, a kiedyś się do niej przymierzałam... Na razie mi się jej odechciało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i lepiej żeby odechciało się na dłuższy czas. Koszmar jakich mało, a sporo grafomaństwa w polskim światku fantastycznym przerobiłam.

      Usuń
    2. Ale chyba i tak ktoś to lubi, skoro na jednej książce się nie skończyło. W każdym razie ja nie będę jej na sobie testować.

      Usuń
    3. No opinie są skrajnie różne, a tomów od zarąbania. Ktoś w FS musiał zgłupieć na starość :P

      Usuń
  2. Ja tam wybredna jestem, a "Achaja" po prostu mi się spodobała. Nie do końca potrafię to uzasadnić. Po prostu za każdym razem jak ją czytam robię to z przyjemnością ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odmawiam nikomu, że może się podobać :) Ja tak murem stoję za filmem "Arn Tempelriddaren", który zebrał baty, a mi się strasznie podoba.

      Usuń